Festiwal miłości i nienawiści, który był nieunikniony

Festiwal miłości i nienawiści, który był nieunikniony Rzecz o Marszu Równości w Lublinie, pisana na żywo.


Z góry zaznaczę, iż uważam, że każdy powinien mieć prawo manifestować swoje racje, bo jest to jedno z podstawowych narzędzi demokracji bezpośredniej. Nie oznacza to jednak, że takie marsze popieram, tutaj moja osobista opinia jest wręcz przeciwna. Myślę, że obecna forma Marszy Równości negatywnie wpływa na postawę społeczeństwa wobec środowiska LGBT, bo pokazuje go nie jako normalnych ludzi, a raczej rozpustników o postawach czysto hedonistycznych.


Wracając do tematu, w założeniach pokojowa kontrmanifestacja przerodziła się w pokaz gniewu ze strony osób antynieheteronormatywnych, neofaszyści i im podobni od czasu jej rozpoczęcia próbowali zakłócić pokojowy przebieg przemarszu z pomocą wyzwisk i petard. Niektórzy nawet usiłowali uczestników atakować fizycznie, jednak, na szczęście, policja szybko ich unieszkodliwiała. Przykrym jest fakt, że w XXI w. do możliwości minimalizacji zakłóceń manifestacji potrzebna jest armia policjantów i armatki wodne.

Jesteśmy świadkiem niezwykle groteskowej sytuacji, w której to spotykają się zupełnie odmienne grupy - prorównościowi uczestnicy MR i nienawistni uczestnicy kontrmanifestacji. Dzieli ich jednak zasadnicza różnica jaką jest atak, a właściwie jego brak ze strony środowiska LGBT.

W chwili pisania tego wpisu Marsz jeszcze idzie ulicami Lublina.


fot. Paweł Relikowski / Polska Times

Komentarze